Przejdź do głównej zawartości

Posty

Gdy dzwoni numer zastrzeżony...

Dryń Dryń – dzwoni telefon. Numer zastrzeżony. Zawsze mam ten sam problem: odbierać czy nie odbierać. Jak odbiorę, a to będzie jakaś buła co sprzedaje kalendarze, atlasy, abonamenty lub inne dobra co dadzą mi szczęście, to tylko się niepotrzebne wkurzę. No, ale jak nie odbiorę, to nie będę wiedział kto to był i zostanę tak z tą zagadką. Będzie mnie dręczyła do końca dnia albo nawet i dłużej. Może coś się komuś stało i próbuje mnie namierzyć? A jak to jakiś miliarder, który wybrał przypadkowy numer, aby sprawdzić czy ktoś odbierze, bo chce mu rozdać pół swojego majątku?  Niech stracę, odbieram. - Halo?  - Dzień Dobry! Nazywam się X i reprezentuję firmę Y. Dzwonię do Pana w imieniu firmy Z, aby zaprosić Pana na pokaz garnków, który odbędzie się już……. Czy mogę liczyć na Pana obecność?  Kur..a!! A jednak trzeba było nie odbierać. No, ale jak się powiedziało A, to trzeba umieć powiedzieć i B.  - Garnki powiada Pani…. Hmmm, brzmi niezwykle interesująco. Czy może Pani...
Najnowsze posty

Fujowy Dzień Ojca...

Świętujemy dzień ojca w pizzeri na dzielni. Malutki lokal, ledwie 5 stolików z obrusami w kratę i bazylią w doniczkach. Czyli można uznać, że styl włoski pełną gębą. Do tego dzień ojca skumulował się z zakończeniem roku szkolnego, więc ten mały włoski świat pęka w szwach. Włoska ekipa ewidentnie nie spodziewała się, aż takiego najazdu uczniaków (i nas), bo nie nadążają z zamówieniami. Efekt? Czekamy już na swoje pizze o jakieś 45 minut za długo. Jasiek z nudów ogląda bajki na telefonie. Ogólnie nuda, nic się nie dzieje. W tle lecą włoskie przeboje i właśnie jeden doleciał do końca, więc w lokalu zapanowała chwilowa, nienaturalna cisza. I wtedy nieoczekiwanie Jasiek wystrzelił z elokwentnym i głośnym na cały lokal komentarzem do oglądanej właśnie bajki: - Ale …ujowe te jajko! Nastąpiło zakrzywienie czasoprzestrzeni i wszystko wokół nas zwolniło. Jakaś kobieta przy stoliku obok zakrztusiła się przełykanym właśnie kęsem pizzy, siedzące przed nami dzieciary rozdziawiły bu...

Codzienność, życie, magia...

- To będzie Pana łóżko, te środkowe. Zapamięta Pan? Sala nr 9, łóżko środkowe - powiedziała jakby do siebie pielęgniarka wchodząc na jedną z sal chorych oddziału urologicznego gdańskiego szpitala. Tuż za jej plecami pojawił się Jan ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę. Pielęgniarka stanęła przy łóżku i oparła się o poręcz jak baba w warzywniku o ladę. Czekała aż nowy pacjent doczłapie się do swojego miejsca docelowego i rozpocznie ceremonię rozpakowywania swojego niewielkiego tobołka. Pracowała w tym zawodzie od kilkunastu lat i znała już ten rytuał na pamięć. Każdy najpierw sprawdza szafkę, czy aby na pewno poprzednik niczego nie zostawił. Następnie w górnej szufladzie lądują rzeczy pierwszej potrzeby jak portfel, grzebień, szczoteczka i czasami dewocjonalia z zegarkiem. Dolna szafka najczęściej przeznaczana jest na jedzenie oraz bieliznę. A całość wieńczy przewieszenie ręcznika przez jedną z balustrad łóżka znajdujących się przy nogach lub zagłówku. Jan przełamał ten ...

Gdy trzeba wstawać...

Co to za dźwięk? Zaraz kogoś uduszę gołymi rękoma! Jakaś melodia? Nie, to jest chyba jakaś piosenka. Jezu, ale wsiowa nuta. Czuje się jak prezydent w szatni reprezentacji. Niby śmiesznie i fajnie, bo chłopaki wygrali, ale wiocha na cały kraj, bo to w końcu festyniarskie disco. Czekaj, już wiem! Znam to! To mój budzik! Macam ręką na oślep i szukam żeby jak najszybciej go wyłączyć. Oczywiście położyłem go w taki sposób, że jak leżę to go nie chwycę. No nie wierzę, po prostu nie wierzę. Gdzie jesteś Ty podły zdrajco!? Specjalnie się gdzieś schował, żeby grać ten swój koncert jak najdłużej i oczywiście coraz głośniej. W końcu go mam i wymierzam mu soczysty policzek za pomocą bocznego przycisku.  Letuchno otwieram jedno oko, aby zapoznać się z sytuacją. Wszystko wskazuje na to, że jest już ranek. Chociaż to brzmi w tej sytuacji tak samo groteskowo jak słowo "demokracja" w ustach Putnia. Jest ciemno, za oknem hula wiatr i wali deszcz. Ja pierdziele, to nie może ...

Gdy przychodzi nowy numer magazynu mody...

Zaglądam do skrzynki na listy, gdzie pośród szarych i nudnych ulotek z Tesco i Auchan połyskuje ten ślizgi i gruby papier okładki, którego już sam dotyk zapewnia odbiorcę, że warto zajrzeć do środka. Wyciągam go szybko spośród tego ulotkowego chłamu niegodnego go dotykać i lecę do domu. Już nawet nie czekam na windę, tylko wbiegam po schodach na te nasze pierwsze piętro. Wpadam zziajany (bo to w końcu pierwsze piętro) i krzyczę od progu: - Już jest! Przyszedł! - Niemożliwe!? Tak szybko!? Pokaż!- niczym niewierny Tomasz niedowierza moja Dżona - Patrz! - i prezentuję najnowszy, jesienny numer magazynu mody wydawany przez centrum handlowe Klif. - Oto i on! Naszej ekscytacji nie ma końca. Wpadamy sobie w ramiona i cieszymy się tą wyjątkową chwilą. Nawet Jasiek wyczuwa te pozytywne emocje, bo zostawia swoje zabawki i biegnie do nas. W trójkę radujemy się i jednocześnie nie możemy się doczekać, aż odchylimy okładkę i naszym oczom ukaże się pierwsza strona pełna drogich i niezbędnych do ...

Na przystanku autobusowym...

Stoję sobie na przystanku autobusowym w Gdańsku i czekam na żonę żeby mnie z niego zgarnęła. Jest środek tygodnia, godziny późno popołudniowe, a to może oznaczać tylko jedno - całe miasto stoi w korku. Z boku wygląda to jak wielka ewakuacja przed kataklizmem. Jakby ludzie właśnie dowiedzieli się, że w mieście pojawił się nowy szeryf - Pawłowicz, Krystyna Pawłowicz. Siedzą przestraszeni w swych samochodach i próbują uciec gdziekolwiek. Ratunkiem miał być inteligentny system do rozładowywania korków w mieście, na który wydano pierdyliardy złotówek. Tylko, że korki nie tylko nie zniknęły, ale są jeszcze większe. Co ciekawe, podczas jego budowy urzędnicy zapewniali, że tak zmyślny system z łatwością rozładuje wszystkie korki, nawet te pod Lidlem w dniu promocji marki Witchen. Tymczasem, podczas uruchamiania w oficjalnym komunikacie opublikowanym w mediach można przeczytać, że system nadal jest hiper inteligentny jak młodociany doradca Macierewicza, ale korków już nie rozładuje...

Początek tygodnia i topniejący śnieg

Poniedziałek, 7.00 rano. Stoję na przystanku. Jest ciemno. A w dodatku przed sekundą zgasły uliczne latarnie, więc mam wrażenie, że ta ciemność gęstnieje jak smoła. Zaczyna mnie otaczać jak w jednej z bajek Disney’a, gdy zła czarownica (tak w ogóle to nie ma chyba dobrych czarownic, czarownica jest zła sama w sobie, bo gdyby było inaczej, to nie nazywali by jej czarownicą, prawda?) rzuca urok na sielskie królestwo z piękną i dobrą dla każdego stworzenia królewną, której celem życiowym jest pokochanie księcia na białym koniu. Wychodzi zatem na to, że jestem właśnie jak ta księżniczka, bo wokoło nie ma nikogo innego, a i ja również czekam na białego rumaka z księciem, który zawiezie mnie do pracy. Jedynie z urodą i dobrocią trochę na bakier. No, ale jak to mówią – jaki kraj, taka księżniczka. A nie ma co ukrywać, że pomimo tego, że mamy już u siebie kilku złych czarnoksiężników, to do krain z bajek Disney’a jednak trochę nam jeszcze brakuje. Kilka dni temu spadło trochę śniegu. Mró...