Przejdź do głównej zawartości

Początek tygodnia i topniejący śnieg



Poniedziałek, 7.00 rano. Stoję na przystanku. Jest ciemno. A w dodatku przed sekundą zgasły uliczne latarnie, więc mam wrażenie, że ta ciemność gęstnieje jak smoła. Zaczyna mnie otaczać jak w jednej z bajek Disney’a, gdy zła czarownica (tak w ogóle to nie ma chyba dobrych czarownic, czarownica jest zła sama w sobie, bo gdyby było inaczej, to nie nazywali by jej czarownicą, prawda?) rzuca urok na sielskie królestwo z piękną i dobrą dla każdego stworzenia królewną, której celem życiowym jest pokochanie księcia na białym koniu. Wychodzi zatem na to, że jestem właśnie jak ta księżniczka, bo wokoło nie ma nikogo innego, a i ja również czekam na białego rumaka z księciem, który zawiezie mnie do pracy. Jedynie z urodą i dobrocią trochę na bakier. No, ale jak to mówią – jaki kraj, taka księżniczka. A nie ma co ukrywać, że pomimo tego, że mamy już u siebie kilku złych czarnoksiężników, to do krain z bajek Disney’a jednak trochę nam jeszcze brakuje.

Kilka dni temu spadło trochę śniegu. Mróz zakonserwował go na jakiś czas, ale potem poszedł sobie dalej zostawiając jedynie krótka informację, że nic więcej nie może zrobić i prawdopodobnie cała jego praca zaraz i tak pójdzie na marne. Dodał jeszcze żeby ratował się ten kto może, ale oczywiście nikt nie wierzy takim szarlatanom. Efekt? Zaraz po mrozie przyszła odwilż i rozpieprzyła całą zimową aurę w zaledwie kilka godzin. Trochę jak PiS, tylko odwilż zrobiła to po cichu i w ciągu dnia. Teraz to spływa, chlapie i odsłania wszystkie niewygodne tajemnice psów i ich właścicieli. To jest akurat bardzo dziwne, bo psy srają przecież przez cały rok, ale ich kupy zauważymy dopiero przy topniejącym śniegu. Widocznie aż tak bardzo się do nich przyzwyczailiśmy, że jak na kilka dni zostają przykryte białym puchem, to wszyscy od razu są jacyś podenerwowani i nieswoi, bo nagle coś jest nie tak. Niby jest pięknie, ale czegoś swojskiego, takiego naszego zaczyna nam brakować. Jakbyśmy zgubili szczęśliwy guzik, który towarzyszył nam przez całe życie. I kiedy kilkudniowe podenerwowanie zaczyna przeradzać się w wku…wienie, to śnieg zaczyna topnieć i wszystko wraca na swoje miejsce. A tu się schowaliście? Jakoś nam tak było smutno bez was. Wyłaźcie szybko spod śniegu, no już!

Odwilż i śnieg zmieniający się w szarą breję oraz wszechobecne błoto są moją definicją końca świata. Tak wygląda początek końca. To wszystko sprawia, że odechciewa się dzisiaj chcieć czegokolwiek. Patrzę wkoło i mam wrażenie, że właśnie tak wygląda cały świat. Jest tylko jedno błoto pośniegowe wymieszane z psimi odchodami i nic więcej. Podjeżdża autobus, otwierają się jego wrota i widzę, że towarzysze niedoli są podobnego zdania, bo wita mnie rzesza zombie tępo gapiących się szybę. Właśnie tak wyglądają rano dorośli zanim wypiją pierwszą kawę. Nikt nawet nie zwrócił uwagi, że dołączył do niech kolejny towarzysz niedoli. W autobusie panuje kompletna cisza, nie słychać nawet oddechów. Każda twarz jest zmarnowana weekendem i przerażona miejscem docelowym swojej krótkiej podróży. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszyscy zmierzają do obozów pracy. Albo nie… Właśnie nastąpił koniec świata i ten autobus zmierza donikąd. To są jedyni, których oszczędził los. Nic już nie ma, tylko my i ten autobus. Rozglądam się i widzę, że tym razem los nie był zbyt kapryśny i brał jak leci. Nagle zauważam na przedzie autobusu dziewczynę, która przegląda kolorową szmatę o gwiazdach. Bije z niej blask pachnącego celebryckością, potem i zawiścią życia. To jasny sygnał, że jednak nie jesteśmy sami. Gdzieś tam, daleko, w Warszawie jest inne, kolorowe życie, gdzie…

Zombie też widzą ten blask i zaczynają się powoli ożywiać jakby wyczuli świeżą krew. Właśnie dotarło do ich świadomości, że jest już poniedziałek i trzeba się budzić…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Codzienność, życie, magia...

- To będzie Pana łóżko, te środkowe. Zapamięta Pan? Sala nr 9, łóżko środkowe - powiedziała jakby do siebie pielęgniarka wchodząc na jedną z sal chorych oddziału urologicznego gdańskiego szpitala. Tuż za jej plecami pojawił się Jan ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę. Pielęgniarka stanęła przy łóżku i oparła się o poręcz jak baba w warzywniku o ladę. Czekała aż nowy pacjent doczłapie się do swojego miejsca docelowego i rozpocznie ceremonię rozpakowywania swojego niewielkiego tobołka. Pracowała w tym zawodzie od kilkunastu lat i znała już ten rytuał na pamięć. Każdy najpierw sprawdza szafkę, czy aby na pewno poprzednik niczego nie zostawił. Następnie w górnej szufladzie lądują rzeczy pierwszej potrzeby jak portfel, grzebień, szczoteczka i czasami dewocjonalia z zegarkiem. Dolna szafka najczęściej przeznaczana jest na jedzenie oraz bieliznę. A całość wieńczy przewieszenie ręcznika przez jedną z balustrad łóżka znajdujących się przy nogach lub zagłówku. Jan przełamał ten ...

Gdy dzwoni numer zastrzeżony...

Dryń Dryń – dzwoni telefon. Numer zastrzeżony. Zawsze mam ten sam problem: odbierać czy nie odbierać. Jak odbiorę, a to będzie jakaś buła co sprzedaje kalendarze, atlasy, abonamenty lub inne dobra co dadzą mi szczęście, to tylko się niepotrzebne wkurzę. No, ale jak nie odbiorę, to nie będę wiedział kto to był i zostanę tak z tą zagadką. Będzie mnie dręczyła do końca dnia albo nawet i dłużej. Może coś się komuś stało i próbuje mnie namierzyć? A jak to jakiś miliarder, który wybrał przypadkowy numer, aby sprawdzić czy ktoś odbierze, bo chce mu rozdać pół swojego majątku?  Niech stracę, odbieram. - Halo?  - Dzień Dobry! Nazywam się X i reprezentuję firmę Y. Dzwonię do Pana w imieniu firmy Z, aby zaprosić Pana na pokaz garnków, który odbędzie się już……. Czy mogę liczyć na Pana obecność?  Kur..a!! A jednak trzeba było nie odbierać. No, ale jak się powiedziało A, to trzeba umieć powiedzieć i B.  - Garnki powiada Pani…. Hmmm, brzmi niezwykle interesująco. Czy może Pani...